Nauczanie Przez Zawstydzanie

wstyd nie uczy, bardzoosobiste.pl

APEL

Chodź! Nie bój się, przecież to wszystko dla Ciebie. Z troski o Ciebie pokaże Ci co to wstyd, pokażę jak bardzo nie pasujesz do MOJEGO obrazu kobiety. Pokażę Ci jak nie kochać swojego ciała, ale jak WALCZYĆ o siebie. Kochać siebie i akceptować – to tylko feministyczne brednie starych, brzydkich, grubych bab. Ty musisz walczyć o sylwetkę, którą zaakceptuje społeczeństwo, bo tylko akceptacja innych da Ci szczęście i spełnienie w życiu.
Zobacz! Pomogę ci przecież. Zorganizuję dla Ciebie dodatkowe lekcje WFu, żebyś zrzuciła zbędne kilogramy. Nie chcesz? Dlaczego? Wstydzisz się? I słusznie! Każdy by się wstydził. Stanowisz jeszcze „większy problem” niż Ci się wydaje.
Dlaczego koledzy nie muszą? Bo są chłopakami. Mają zdobywać świat, kształcić się i robić kariery. Ty masz rodzić dzieci. Ale najpierw musisz być piękna, przyciągać męskie spojrzenia, sprawić, by zechcieli te dzieci z Toba mieć.
Dlatego najpierw musze Cię zawstydzić. Teraz, kiedy masz jedenaście, czternaście, osiemnaście lat. Teraz jest na to najlepszy moment. Och, tak łatwo teraz ukształtować Twój brak wiary w siebie i uzależnić ją od opinii innych. Muszę pokazać Ci, że Twoja waga będzie wyznaczać Twoje miejsce w szeregu przez całe życie.
No chodź! Teraz – dla Twojego dobra – będziesz jak na świeczniku. Będziesz „Tą od dodatkowych SKSów”. Zrobisz wszystko, żeby schudnąć i dopasować się do mojego świata. Sprawię, że teraz będziesz widziana i wytykana palcami. Przecież daję Ci wybór. Dopasuj się lub NAUCZ SIĘ BYĆ NIEWIDZIALNA. Niech Cię świat takiej nie ogląda. Nie pasujesz.

Czy to jest właściwa metoda „WALKI” z otyłością wśród nastolatek? Czy naprawdę trzeba walczyć? Może wystarczy edukować…

WSTYD NIE UCZY

Uwielbiałam tańczyć, dlatego byłam w klasie sportowo-tanecznej i treningi taneczne wypełniały większość mojego czasu. Treningi nauczyły moje ciało wytrzymałości, nauczyły mnie pracowitości, nauczyły dobrej pamięci i pracy w grupie. Treningi i lekcje WFu nauczyły mnie też, że mam swoje ograniczenia. I nic w tym złego, przecież każdy ma jakieś. Żaden wstyd.

Ale to nieszczęsne stanie na rękach! Z płaczem przychodziłam z lekcji wychowania fizycznego kiedy ćwiczyliśmy stanie na rękach. Do dziś pozycje do góry nogami sprawiają, że mój błędnik szaleje i myślę, że to wcale nie kwestia problemów stricte medycznych. To tamte wydarzenia sprawiają, że wracają tamte emocje, to psychosomatyka. Moje ciało i głowa pamiętają tamte upokorzenia i wstyd. Wtedy na nic zdawały się płacze i prośby. Musiałam zaliczyć. Ćwiczyłam w domu przy ścianie przez wiele godzin, potem szłam do szkoły i musiałam próbować do skutku przed całą grupą, chociaż policzki płonęły mi ze wstydu i miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Upadałam, przewracałam się, ręce trzęsły mi się jak galareta. Jednak według tabel, nie zasługiwałam na więcej jak 3. Nieważne, że się starałam. Nieważne, że ciężko pracowałam. Ocena musiała być OBIEKTYWNA. Domyślacie się jaki to był cios dla ambitnej, piątkowej uczennicy?

I wiecie co? Jednak w tym wszystkim miałam szczęście!

Nie pamiętam docinków ze strony koleżanek i kolegów. Nie było ich. Pamiętam za to ogromne wsparcie. Po zajęciach tanecznych wieczorami Agnieszka – moja szkolna przyjaciółka z klasy i zespołu – przychodziła do mnie pomagać mi w nauce stania na rękach. Pamiętam, jak razem ze mną złorzeczyła na „tę okropną facetkę od WFu” choć sama była jej ulubienicą i była bardzo sprawna fizycznie. Miałam szczęście.

Dziś do tego plecaka wstydu musiałabym pewnie dorzucić dużo więcej. Dziś są telefony komórkowe, którymi można nagrać każde potknięcie i puścić w świat. Dzisiaj są social media, w których wszystkie dziewczyny są piękne, szczupłe i idealne. Dziś świat jeszcze bardziej i bezwzględniej NIE WYBACZA NIEIDEALNYM.

wstyd nie uczy, bardzoosobiste.pl

DODATKOWA LEKCJA…MIŁOŚCI

A może by tak zacząć od podstaw? Może, drodzy politycy odpowiedzialni za edukację i drodzy nauczyciele, zamiast programu „SKS+” opracować program „MIŁOŚĆ+”?

Nie stygmatyzujmy inności. Nie utożsamiajmy dbania o siebie z kulturą diet i fit-wyzwaniami „schudnij do wakacji” i „zrzuć boczki na Sylwestra”.

Dbanie o siebie to najpierw pokochanie siebie, zrozumienie, samoakceptacja. To z tych dobrych uczuć naturalnie wypłynie potrzeba zaopiekowania, pielęgnowania ciała, odżywiania go, włączenia ruchu.

Wstyd tego nie spowoduje.

Nienawidząc siebie i swojego ciała dziewczęta nie będą o nie dbać. Będą je katować i męczyć, zmuszać do wysiłku i głodzić monodietami cud. Będą wpadać w anoreksję, bulimię, kompulsywnie się objadać, obsesyjnie pilnować diet, kupować po kryjomy środki na przeczyszczenie i ćwiczyć godzinami. Tak długo, jak o wartości młodej dziewczyny stanowić będzie jej waga, obwód w talii, rozmiar stanika i długość paznokci tak długo będziemy hodować pod skrzydłami ministerstwa edukacji kompleksy, zaburzenia odżywiania i brak wiary w siebie. Czy taki jest cel nauczania?

Bo to właśnie robi nauczanie przez zawstydzanie.

Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje nastolatka z nadwagą lub otyłością jest wstyd. Dodatkowa lekcja wychowania fizycznego „z urzędu” i przypinanie jej łatki „tej od SKS+” ten wstyd wywoła. Ta dziewczynka potrzebuje czuć się akceptowana i zrozumiana. Chce czuć, że wszystko z nią w porządku, że może poprosić o pomoc, jeśli jej potrzebuje i że dodatkowe kilogramy to nie jest koniec świata. Mieć pewność, że jej ciało nie będzie źródłem jej frustracji i przytyków rówieśników czy nauczycieli. Chce wiedzieć co może zrobić, żeby być zdrowa i silna, ma prawo tego nie wiedzieć, nie rozumieć. Chce mieć przeświadczenie, że najważniejsze jest jej zdrowie, a nie cyfra na wadze.

Nie chce chować się w szatni na WFie i wypisywać lewych zwolnień, nie potrzebuje by udowadniać jej na głos i przy kolegach, że nie mieści się w kanonie i tabelce w książce. Założę się, że chętnie spróbuje stanąć na rękach raz jeszcze, jeśli będzie miała pewność, że nagrodzone zostaną jej starania, nie wynik w tabeli zaleceń. Ta dziewczynka nie chce kulić się w ostatnim rzędzie, kiedy pani pielęgniarka wyczytuje na głos wagę każdego ucznia (co swoją drogą powinno być po prostu uznawane za znęcanie się i karane), ale może czeka na dyskretną rozmowę po lekcjach, może są rzeczy, o które chciałaby zapytać, ale wstydzi się zrobić to przy klasie.

Może warto byłoby po prostu zapytać młodzież czego potrzebuje? Zamiast zawsze wiedzieć lepiej, nie podpierając swojej wiedzy żadnymi badaniami?

Według raportu UNICEF za lata 2014-2018 Polska zajmuje pierwsze miejsce w kategorii dzieci w wieku 11-15 lat, które czują się zbyt grube. Wbrew mądrościom i popisom wiedzy ministra Czarnka to dwukrotnie więcej chłopców niż dziewcząt w tym wieku boryka się w Polsce z nadwagą , ale faktycznie „niedopasowane” czują się głównie dziewczynki. To nimi włada wstyd. Dużo większym problemem, którym mogłaby zająć się szkoła jest więc problem kompleksów i niskiego poczucia wartości u nastolatek niż faktycznego nadmiaru kilogramów.

Wyposażmy dziewczynki i chłopców w miłość i szacunek. Po prostu. Miłość do siebie, do swojego ciała, ale także miłość, szacunek i tolerancję wobec innych. Nie pogłębiajmy podziałów i nie stygmatyzujmy inności. Nie wyrzucajmy dzieciaków z nadwagą poza grupę rówieśników i nie pozwalajmy by robiły to dzieci, ich rodzice, pani nauczycielka. Wręcz przeciwnie – pokazujmy sami i uczmy tego dzieci, że wyciągnięta dłoń jest fajniejsza niż wyciągnięty palec wskazujący.

Jeśli nie dostaną lekcji miłości w szkole – dajmy im tę miłość w domu, spakujmy do plecaka razem z pożywnym drugim śniadaniem. Na pewno wyjdzie im zdrowie!